Wydaje mi się, że szatan zasiewa we mnie wątpliwości na temat tego, co dzieje się wśród Was. Tak, szatan sugeruje mi, że podczas naszej nieobecności we wspólnocie, pośród zła, które on już zasiał i wciąż zasiewa w Waszych sercach, rzeczywiście, w naszym domu panuje całkowity nieład. Nic nie przebiega w sposób uporządkowany. Oczywiście, wolałbym w to nie wierzyć, tym nie mniej pragnę otworzyć me serce przed Wami. Nie wierzcie, że doświadczam jako mej naturalnej potrzeby – jakby się to Wam wydawało – kierowania do Was srogich listów. Jeśli to się zdarza, to tylko ze względu na moją wielką miłość do Was, która sprawia, iż stale jestem zatroskany.
Ta troska powoduje, abym nie czuł się pewnie, lecz podejrzewał, że szatan mówi prawdę. Wydaje mi się, że niektórzy pośród Was są jakby uśpieni i zbyt mało przejmują się intencjami przełożonych. Wiecie, moi najdrożsi, jak dobrze jest mieć na piśmie obowiązki i polecenia przełożonych, ale nie ma z tego zbyt wiele korzyści, jeśli reguły te nie są wcześniej zapisane w Waszych umysłach. Pozwólcie, że posłużę się przykładem. Jeśli byłby ktoś, kto nie jest naszym uczniem, ale znajdowałby upodobanie w dokładnym wypełnianiu tych intencji i zawsze miałby je przed oczyma – ten doprawdy byłby o wiele bardziej prawdziwym uczniem niż ten, kto ma intencje wypisane na papierze, ale nie ma ich w swoim sercu, nawet gdyby wierzył, że jest naszym uczniem.
Nie sądźcie, że jest czymś nieistotnym zapomnieć o intencjach naszych przełożonych, bo tak niweczy się nasze pierwotne zamierzenia. Czyż nie tak? Nie słuchano by przełożonych, gdyby zmarli lub byli nieobecni, wówczas szybko porzucilibyśmy ich zalecenia. Czyż jest możliwe, aby Ci, którzy posiadają większy zapał niż ich nauczyciele byli skłonni do obalania fundamentów przez nich [nauczycieli] ustanowionych? Czyż nie byłoby przeciwnie – będąc jak najdalej od chęci zniszczenia nie udoskonalaliby i nie umacnialiby ich? Bogu niech będą dzięki za to, że uczynił nas niewidomymi, abyśmy mogli widzieć lepiej i za to, że stworzył nas jako dzieci z prawego łoża, nawet jeśli nasi rodzice zrodzili nas jako bękartów. Gdyby Wasze oko było ślepe lub grzeszne, to – pozostawiam Waszej wyobraźni – co stałoby się z resztą ciała?[1] Wierzcie mi, że nie jest moją intencją zawstydzić Was[2], pragnę tylko, abyście byli tak wierni swoim przełożonym, jak oni Wam.
Czy cnota Waszych serc nie powinna podtrzymywać Waszej wewnętrznej dojrzałości bez potrzeby posiadania ich [poleceń] na piśmie? Jeśli będziecie wspaniałomyślni, to nauczycie się kierować sobą prawami wyrytymi w Waszych sercach a nie prawami na piśmie[3].
Niech Wasze postępowanie będzie nie tyle literalnym wypełnieniem prawa, co jego ducha. Jeżeli więc, chcecie być posłuszni nie jak niewolnicy, ale jak dzieci, tak czyńcie. Tak więc, jeśli macie przełożonego – bez względu na to kim by nie był – pozwólcie mu kierować sobą tak, jakby to był anioł, który Was prowadzi. Jeśli zaś, Wasz przełożony będzie nieobecny, wtedy pozostanie Wam sumienie, które będzie Waszym przewodnikiem. Czy będzie on [przełożony] daleko czy blisko, to zawsze będziecie chcieli, aby ciało było zjednoczone z głową i nigdy nie powodowało rozdziału.
Uważajcie, by w przyszłości nie trzymać się rygorystycznie reguł przełożonych, ale w każdej sytuacji elastycznie je interpretować i najlepiej jak można odczytywać ich intencje.
I znów. Nie pozwólcie sobie na bezmyślne naśladowanie innych w ich zachowaniu i sposobie mówienia. Jeśli jest to właściwe dla osoby niedojrzałej, jak dziecko[4], które mówi „mamusiu”, „tatusiu” – to nie jest to stosowne dla osoby dojrzałej. To samo dotyczy spraw duchowych.
Przypuśćmy, że ktoś włączył się do sprawy, wcześniej przez kogoś innego podjętej, to niech ten drugi nie czuje się urażony. Dokąd w ten sposób dojdziemy? Czy my czasem nie próbujemy zmienić sposobu myślenia na wzór wielkich panów i władców tego świata i raczej zamiast pomagać sobie wzajemnie w dokonywaniu postępu – powinniśmy stawać się coraz bardziej pokornymi. Jeżeli jest tak w rzeczywistości, to dlaczego jedni burzą to, co inni zbudowali. Proszę, niech pochwały nie macą Wam umysłu; pracujmy raczej nad formowaniem samych siebie i innych w Chrystusie.
Niech nikt z Was nie pozwoli sobie na niewypełnienie zaleceń przełożonych, a jeśli ktoś je narusza, inny powinien je jeszcze bardziej wypełniać. Podczas nieobecności przełożonych każdy niech będzie przełożonym sobie i niech pracuje nad przezwyciężaniem samego siebie. Wyprzedzajcie się więc w stałej pokorze, by stawać się jeszcze bardziej prostymi i otwartymi synami i wypełniać nie swoją wolę, lecz wolę Chrystusa, która jest w Was. W ten sposób z łatwością, przyobleczecie się w Chrystusa[5]. Nie będziecie tego czynić rutynowo i czynem odpowiecie na życzenia naszego świętego ojca [Fra Battisty da Crema]. On by chciał – jak sobie przypominacie – abyśmy byli fundamentem i filarami[6] w odnowie chrześcijańskiej żarliwości. Gdybyście wiedzieli, ile tej błogosławionej odnowy było przyobiecanej wielkim świętym, przekonalibyście się, że wszystkie one wypełniły się w synach i córkach naszego świętego ojca [ Fra Battisty da Crema]. Chrystus nigdy nie chciał ich zawieść, to jest niemożliwe. On jest zawsze wierny swym obietnicom.
Ojcze kochany, Ty w pocie czoła znosiłeś swoje życie, które było jednym pasmem cierpień i my zbieramy tego owoce. Twój był krzyż – nasz obfity dostatek. Innymi słowy – stale niosąc i karmiąc się krzyżami, wydajemy owoce – Wasze i nasze.
O, dzieci i latorośle św. Pawła – rozszerzcie Wasze serca[7], ponieważ serca, które was zasadziły i uprawiają, są większe niż ocean! Nie pomniejszajcie powołania, które zostało Wam dane[8]. Jeśli tego bardzo pragniecie, będziecie dziedzicami i prawdziwymi dziećmi naszego świętego Ojca i wielkich świętych, a Chrystus rozpostrze nad Wami swoje dłonie. Nie kłamię, ani nie ma nikogo wśród nas, kto byłby zdolny do kłamstwa. Troszczcie się, aby mnie ukontentować.
Pamiętajcie, że podczas naszej nieobecności jesteście dłużnikami w sprawianiu mi radości. Nie dodam już niczego więcej. Oby sam Chrystus zapisał w Waszych sercach nasze pozdrowienia.
Guastalla, 3 listopada 1538 r.
Ojcowie i Przewodnicy
Antoni Maria, kapłan,
Kapłan Pawła Apostoła
i Anielanka P[aola] A[ntonia Negri].