Jeśli chodzi o pięć zmysłów, dotyk wydaje się być najbardziej podkreślany w Ewangeliach. Dla przykładu zacytujmy choć kilka z nich: „żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa” (Mk 5,28); „Jezus odwrócił się w tłumie i zapytał: «Kto się dotknął mojego płaszcza?»”(Mk 5,30); „ Spójrz na moje ręce i stopy. To ja sam! Dotknij mnie i zobacz” (Łk 24,39); „Potem przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął” (Mk 8, 22); „Potem przystąpił, dotknął się mar − a ci, którzy je nieśli, stanęli − i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię wstań!»” (Łk 7,14); „Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca»” (J 20,17). Ale to nie wszystkie takie fragmenty, jest ich o wiele więcej w Biblii.
Antoni Maria z delikatnością kładzie swoją rękę na plecach bliźniego − Jezusa, dotykając je z poczuciem delikatności i czci jaka się należy Jezusowi. Można powiedzieć, że ten dotyk jakby „aktywował” wewnętrzną światłość w osobie Jezusa − Syna Człowieczego, tak, że Jego ciało zaczęło promieniować swoim boskim blaskiem. Jest to spowodowane dotykiem wyrażającym uczucia miłości, troski i chęci uzdrowienia dotykającego.
Iluż to z nas doświadczyło w swoim życiu sytuacji bycia pocieszonym, zachęconym, pochwalonym przez przyjaciela, przez ten prosty gest dotyku. Światło emanuje z ciała bliźniego − Jezusa, gdy Antoni Maria dotyka jego pleców.
To zdumiewające, co dotyk może zdziałać w naszym wrażliwym człowieczeństwie. Jezus używał tego gestu, aby ludzie czuli się kochani, otoczeni opieką i mile widziani. Użył go w uzdrowieniach i przekazaniu czułości tym, którzy przyszli do Niego po uzdrowienie.
Już od najmłodszych lat Antoni Maria, otrzymywał wzór do naśladowania miłosierdzia wobec ubogich od swojej matki, Antoniny. „Drzwi domu rodziny Zaccaria zawsze były otwarte dla biednych” (Rozpalił płomień wiary, A. Montonati, str. 30). Szczególny opis zdarzenia z dzieciństwa św. Antoniego Marii wobec ubogiego pozwala nam zgłębić efekty „dotyku” miłosierdzia. „Z tego okresu pochodzi wymowna anegdota. Pewnego zimowego dnia, wyszedłszy ze szkoły, chłopiec spotkał na ulicy półnagiego żebraka, drżącego z zimna. Bez zastanowienia zdjął z siebie płaszcz i jedwabną marynarkę, aby go odziać”(ibid, str. 30). Biedaczyna był wdzięczny i poruszony troskliwością, i tak szczodrym gestem chłopca.
To prawda. Wystarczy prosty gest, aby uzdrowić chorą, zranioną duszę − tylko prosty dotyk, aby przemienić cierpiące ciało w chwalebne. „Jezus wyciągnął rękę i dotknął tego człowieka… Natychmiast został uzdrowiony z trądu” (Mt 8,3).