Św. Antoni Maria Zaccaria

Św. Antoni Maria Zaccaria

Kazanie VII

Mowa 4 października 1534 r. św. Antoniego Zaccarii, kapłana, skierowana do współbraci

W przeddzień pierwszego przesłuchania przez Świętą Inkwizycję, 4 października 1534 r. Antoni Maria zebrał swych ośmiu zalęknionych współbraci w swej pierwszej rezydencji przy małym kościele św. Katarzyny i wygłosił tam płomienną mowę.

Wydarzenie to później będzie zwanePięćdziesiątnicą Zgromadzenia oo. Barnabitów. Były to niewątpliwie najlepsze chwile niego Marii. Jego słowa wzruszyły słuchaczy do lezą. Gruntownie podnie- sieni na duchu, podekscy- towani, obejmowali się wzajemnie, ślubowali wytrzymać, byli gotowi nawet przelać krew za Chrystusa i braci. O. Battista

Soresina (1512-1601), zachował w swym sercu mowę fundatora, której treść później dokładnie przekazał kolejnemu pokoleniu ojców. A jednym z nich był ojciec Giovanni Antonio Gabuzio (1551-1621), pierwszy oficjalny historyk ojców Barnabitów. O. Gabuzio zapisał mowę św. Antoniego w klasycznej łacinie w Historii Kleryków Regularnych św. Pawła (Historia Clericorum Regularium Sancti Pauli; Rzym, 1852 r., str. 52-56).

 

Tło historyczne wokół prześladowań i mowy

św. Antoniego Marii Zaccarii z 4 października 1534 r

„ Sprzeciw ze strony obrońców utrwalonego porządku

‘Liczne przeciwności’ i ‘sprzeciw ze strony ludzi letnich’ nieuchronnie nadeszły. Oczywiście, mediolańczykom musiało wydać się dziwne, gdy pewnego letniego dnia 1534 roku zobaczyli Antoniego Marię, który nagle wyszedł z kościoła św. Katarzyny de’ Fabbri, ściskając w ręku krucyfiks, i zaczął mówić o Chrystusie do ludzi, którzy utworzyli dokoła grupę, choćby tylko z ciekawości. Taki właśnie sygnał zamierzał dać swoim współpracownikom: trzeba rzucić wyzwanie ludziom na ulicy, starać się wciągnąć ich emocjonalnie, w sposób gwałtowny i prowokacyjny.

Przystali na to od razu wszyscy, zaczynając wychodzić tu i tam, stając przed bramami kościołów lub na skrzyżowaniach najbardziej zatłoczonych ulic, wskazując przechodniom Chrystusa umarłego na krzyżu i wzywając ich do zmiany życia. Morigia, Ferrari i wielu świeckich wychodzili ubrani w szmaty na znak otwartej krytyki przepychu, w jakim wcześniej żyli. Niektórzy prosili o jałmużnę, inni wchodzili do katedry, niosąc na plecach ciężki krzyż i błagając o przebaczenie grzechów. Choć niektórzy ojcowie byli ze szlacheckich rodzin, bez wahania poddawali się najdziwniejszym upokorzeniom. Klasyczne pozostanie w historii Zakonu umartwienie nałożone na Gianpietra Besozziego (przyszłego ojca generała), który wstąpi do Zakonu po opuszczeniu żony (która wstąpiła do anielanek) i syna oraz porzuceniu zawodu adwokata. Zostanie posłany, jeszcze w stroju świeckim, przed bazylikę św. Ambrożego, w płóciennej szacie, aby żebrać z miską w towarzystwie innych biedaków.

Ten niesłychany widok wywierał na ludziach dwojakie wrażenie: jedni, poruszeni płomiennymi słowami Zaccarii i jego towarzyszy, podejmowali refleksję nad sobą i dziękowali za otrzymane oświecenie, udając się do konfesjonału, by rozpocząć drogę nawrócenia; inni natomiast – jak potwierdza Soresina – naśmiewali się z tych ,,szaleńców”, którzy znosili te obelgi i szyderstwa z radością, w najmniejszym stopniu nie reagując na nie.

Wstrząs był jeszcze silniejszy, gdy do grupy przyłączyły się kobiety z hrabiną Torelli na czele, ubraną ubogo w fartuch roboczy i z czarnym welonem na głowie. Szli powoli ulicami w centrum miasta, stawiając czoło obelgom ze strony pospólstwa, które rzucało na ten dziwny orszak kamienie, błoto i nieczystości. Hrabina Torelli stawała przed główną bramą katedry, prosząc o jałmużnę. Na tym jednak nie poprzestała. Pewnego dnia w takim stroju stanęła przed księciem Franciszkiem II Sforzą, podając się jednak za tę, którą była. Dworzanie nie chcieli jej wpuścić, ale ona przekonała ich, wyjaśniając powody swojego wyboru: znużyła się życiem w przepychu, podczas gdy masa nieszczęśników marniała w nędzy. Przypomniała, że życie na ziemi trwa krótko i że później – tak czy inaczej – wszyscy będą musieli rozliczyć się z Tym, który nie ma względu na osoby.

Przyjmując ją, książę przeszedł od początkowego za kłopotania i zdumienia do głębokiego szacunku dla jej wyboru, który – jak wyjaśniła hrabina – został dokonany w pełnej wolności ducha, wyłącznie z miłości do Chrystusa i ubogich. Wysłuchawszy jej, Sforza polecił dwom członkom senatu wspierać jej inicjatywy charytatywne. Jednakże w liczącej się części Mediolanu stawała się co raz jawniejsza wrogość wobec Zaccarii i jego grupy reformatorów. Niektórzy ludzie Kościoła krzyczeli o skandalu, ponieważ Antoni Maria wciągnął do tej odważnej ,,rewolucji” ludzi świeckich, a nawet kobiety. Ich zdaniem, w tych godzinach spędzanych na adoracji przed wystawionym Najświętszym Sakramentem oraz w nietypowo częstym przystępowaniu do komunii była nie tylko przesada i obłuda, ale graniczyło to wręcz z zabobonem i fanatyzmem. Do zaostrzenia polemiki przyczyniła się przede wszystkim ta warstwa szlachty, dla której obrazą były publiczne pokazy umartwienia ze strony świeckich należących do wysoko postawionych rodów. Szczególnie rozwścieczeni byli krewni hrabiny Torelli, którzy widząc wymykające się im posiadłości Guastalli, które miały zostać definitywnie odstąpione Gonzagom, oskarżyli Zaccarię o sympatyzowanie z kobietą. Nietrudno było wciągnąć w tę krytykę również kapłanów. I tak zaczęto z ambon pomstować przeciwko nowemu Zakonowi, zmuszając Świętego do schronienia się na jakiś czas w kościele św. Katarzyny z obawy przed gorszymi zawirowaniami. Jedyną obroną była modlitwa, którą wszyscy nieprzerwanie zanosili.

Sytuację pogorszyło jeszcze rzucenie na grupę oskarżenia o pelagianizm. (Chodzi o starożytną herezję, o którą oskarżono również brata Battistę da Crema. Nie neguje ona konieczności łaski do zbawienia, ale utrzymuje, że przynajmniej początek drogi wiary należy wyłącznie do człowieka.) Nastąpiło to prawdopodobnie z powodu zdecydowanej woli i duchowej żarliwości, które były u podstaw duchowości i apostolatu Zaccarii. W tamtych czasach bycie oskarżonym o herezję oznaczało narażenie się nawet na utratę życia. I rzeczywiście – jak podaje Soresina – ,,kiedyś, uniesiony większym niż zwykle zapałem w obmawianiu ojców, wyładowawszy swój gniew, [kaznodzieja] starał się przekonać lud, by wdarł się do domu ojców i spalił ich na miejscu, mówiąc, że w ten sposób złoży ofiarę miłą Bogu” (B. Soresina, dz. cyt., s. 71).

Od Jednego trybunału do drugiego

Reakcja Antoniego Marii była dokładnie odwrotna niż ta, jakiej rozwścieczeni przeciwnicy się spodziewali. Wie dział, że ma Boga po swojej stronie, dlatego wzywał towarzyszy do zachowania spokoju, uważając wręcz za szczęście, że mogą znosić upokorzenia z miłości do Chrystusa. Mówił o swoich oszczercach tonem pełnym wyrozumiałości i wzywał, by ich nie nienawidzić, ale wielkodusznie im przebaczyć, mając pewność, że Pan w stosownym czasie wydobędzie dobro ze zła.

Najgorsze jednak dopiero miało przyjść. Jesienią 1534 roku ktoś zebrał najbardziej zniesławiające oskarżenia i oszczerstwa przeciw reformatorom, złożył doniesienie w senacie i kurii mediolańskiej, jak też u lokalnej Inkwizycji. Według wnoszących skargę, Zaccaria i jego zwolennicy poprzez swoje nowinki naruszają porządek publiczny i swoim zabobonnym fanatyzmem szkodzą nauce chrześcijańskiej. A więc od jednego trybunału do drugiego.

W kościele św. Katarzyny i u św. Ambrożego wiadomość została przyjęta z goryczą, ale zarazem z pogodą ducha właściwą komuś, kto ma spokojne sumienie. Modlono się i odprawiano pokutę, w szczególny sposób pokładając ufność w Dziewicy Maryi, natomiast Zaccaria podtrzymywał morale wszystkich swoim pociągającym słowem. Ojciec Gabuzio, przytaczając osobiste świadectwo Soresiny, opowiada o zachęcie, jaką Zaccaria skierował do swoich 4 października tegoż roku, dokładnie w czasie, gdy burza sięgnęła zenitu. Jest to bardzo interesujący tekst, inspirujący się słynnym zdaniem Pawła: ,,my, głupi dla Chrystusa” oraz błogosławieństwami ewangelicznymi.

Nie ma co się dziwić – mówi zasadniczo Zaccaria – ani nie ma powodów do lęku, ponieważ tak jak prześladowali Chrystusa, tak są prześladowani i Jego uczniowie. W tym miejscu przywołuje fragment z Ewangelii św. Mateusza (5, 11-12), w którym Jezus mówi:

,,Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. Są to rzeczy – powiada dalej Antoni Maria – które, ,,jak dobrze wiecie, nasz Zbawiciel i niebieski Nauczyciel zapowiedział, że na nas muszą przyjść, abyśmy się nie dziwili, jakby były jakimiś nowymi i niespodziewanymi próbami. Potwierdził nam to ponadto swoim przykładem, abyśmy się nie bali znosić ich lub doznawać, niemal jakby były nie do zniesienia. Dlatego ci, którzy nas prześladują, z jednej strony wyrządzają zło sobie samym, ponieważ ściągają na siebie gniew Boga, jednak z drugiej strony czynią dobrze, ponieważ powiększają nam koronę wiecznej chwały. My zatem, zamiast ich nienawidzić i czuć do nich odrazę, powinniśmy ich opłakiwać i kochać. Co więcej, powinniśmy modlić się za nich (…), aby widząc naszą cierpliwość i naszą dobroć, doznali zamętu z powodu własnej złości i w końcu, okazawszy skruchę, rozpalili się miłością do Boga (…)”.

Nieco dalej cytat ze św. Pawła: ,,Również wspomniany Apostoł, ten przemądry Doktor Narodów, przedstawia siebie i innych apostołów jako przykład szyderstwa, kiedy mówi: «My głupi dla Chrystusa (…). Znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają» (1 Kor 4, 10. 12-13). Czyż przeto jesteśmy mądrzejsi od Apostołów? Czyż może jesteśmy albo myślimy, że jesteśmy bardziej uprzywilejowani od Chrystusa? Czy jest wśród nas ktoś, kto uważa, że jest mądry? Ale jeśli ktoś jest mądry w taki sposób, to «niech się stanie głupim, by posiadł mądrość» (1 Kor 3, 18). (…) Przypatrzcie się, powiadam, powołaniu naszemu, bracia najdrożsi! Jeśli zechcemy je uważnie zbadać, z łatwością rozpoznamy, czego od nas się domaga. Od nas, którzy zaczęliśmy podążać, choć jeszcze z daleka, śladem świętych Apostołów i innych rycerzy Chrystusa. Naszym powołaniem jest, że nie odrzucamy udziału w ich cierpieniach, znosząc te próby cnoty, dużo lżejsze od ich [prób] (…)”.

4 października przypada liturgiczne wspomnienie św. Franciszka z Asyżu i dlatego Antoni Maria przywołuje radość doskonałą”, z jaką Biedaczyna znosił obelgi i upokorzenia. Zakończenie wystąpienia jest jednak całkowicie Pawłowe: ,,Powtórzymy więc za Apostołem:

«Biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę» (Hbr 12, 1-3). My przeto, którzyśmy obrali tak wielkiego Apostoła za przewodnika i postanowili go naśladować, starajmy się życiem swoim ukazać jego naukę i postępowanie. Wszak nie wypada, abyśmy mając takiego wodza, należeli do żołnierzy gnuśnych albo dezerterów, albo też stali się niegodnymi dziećmi tak sławnego ojca” (Scritti, s. 205-210 (2.07.01-17).

W Matej Kronice A, czyli pochodzącym z najdawniej szych czasów bezcennym dzienniku z początków Zakonu, Soresina odnotowuje również reakcję obecnych na wystąpienie Świętego: ,,Słowa, które wyszły z tych anielskich ust naszego ojca, całego rozpalonego Bożą miłością, rozpaliły serca tak, iż wszyscy byli zmuszeni zagubić samych siebie z powodu żaru Chrystusa, który przenikał ich wnętrze, i tak zapoczątkowali święty bieg” (B. SORESINA, dz. cyt., s. 72). W Małej Kronice C dodaje: „Wszystkich nas zapalił takim losem, tak iż rzuciliśmy się na ziemię, obficie zalewając się łza mi i składając szczodre obietnice wytrwania, i z szeroko otwartym sercem przyrzekliśmy Bogu, że pójdziemy drogą pogardy” (Tamże)

Wielkoduszne przebaczenie

Dokładnie następnego dnia, 5 października, senat powierzył śledztwo w sprawie Synów Świętego Pawła Gabrielowi Casatiemu, a nieco później zbadaniem aktu oskarżenia zajęły się także kuria diecezjalna i trybunał świętej Inkwizycji. Choć dochodzenie było drobiazgowe, nikt nie znalazł żadnego uchybienia w postępowaniu Zaccarii i jego towarzyszy. Co więcej, po zbadaniu faktów w pełni ukazała się ich doskonała prawowierność doktrynalna, nienaganne postępowanie, wielki duch ubóstwa i autentyczna gorliwość apostolska.

Nie minęły dwadzieścia cztery godziny, a senat jedno myślnie stwierdził bezpodstawność oskarżeń. Przewodniczący Filippo Sacco zamknął posiedzenie tym lapidarnym stwierdzeniem zaczerpniętym z Biblii: ,,To myśmy byli głupi, biorąc ich życie za szaleństwo, śmierć ich niebną. Spójrzcie jednak, że policzono ich między synów – za ha Bożych i dzielą los ze świętymi” (por. Mdr 5, 4-5). Antoni Maria w szlachetnym geście miłości nie tylko wszystkim wielkodusznie przebaczył, ale nalegał, aby nie upubliczniano wyroku, który okryłby oskarżycieli wstydem przed całym Mediolanem.

Identyczne orzeczenie zostało później wydane przez trybunały kościelne. Zarówno wikariusz arcybiskupa, Giovanni Maria Tonso, jak i prefekt świętej Inkwizycji, Melchiorre Crivelli, poinformowali Rzym, że znaleźli jedynie oszczerstwa pod adresem zakonników godnych opieki ze strony Kościoła. Trzeba powiedzieć, że główny odpowiedzialny za niecne prześladowanie na krótko przed swoją śmiercią posłał do klasztoru św. Katarzyny pewną osobę z prośbą o przebaczenie popełnionego zła.

Ucichła również sprawa dotycząca Ludwiki Torelli, często przywoływanej w słynnym zbiorze oskarżeń i całkowicie uniewinnionej razem z jej towarzyszkami. Zważywszy wszystko, cała ta historia obróciła się w nadzwyczajną reklamę dla nowego Zakonu, który utrwalał swoją niezwykle oryginalną ,’trójwymiarową’ formułę.” ( Antoni Montonati, 2002, Rozpalił płomień wiary, str. 110-117)

Mowa św. Antoniego Marii Zaccarii

z 4 października 1534 r


  • Nasze prześladowania: zapowiedziane przez Chrystusa

,,My głupi dla Chrystusa „1. Tak oto mówił święty Paweł, nasz patron i święty przewodnik, o sobie, o innych apostołach i o wszystkich, którzy wiodą życie chrześcijańskie i apostolskie. Ale nie dziwmy się temu i nie lękajmy, moi drodzy bracia, jeżeli jesteśmy zaniepokojeni pułapkami i kłamstwami szatana lub bezpośrednimi atakami i oszczerstwami ludzi żyjącymi prawami tego świata².

„Albowiem, uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana”3. Jeżeli mnie prześladowali – powiedział nasz Pan i Nauczyciel – to i was będą prześladować”4, świat nie może nienawidzić was, albowiem

,,gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność”.5

,,Błogosławieni jesteście, gdy [ ludzie ] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”6. Wiecie dobrze, że nasz Zbawiciel i niebiański Nauczyciel przepowiedział, że i nas spotkają podobne rzeczy, abyśmy nie byli zaskoczeni [ gdy nadejdą ], jakby były one czymś nowym i niespodziewanym. Swoim przykładem Jezus zaświadczył, abyśmy się nie lękali ich doświadczać jako | chwil] nie do zniesienia. Jednakże ci, którzy nas prześladują, sami sobie szkodzą, ponieważ ściągają na siebie gniew Boga; nam zaś wyświadczają dobro, albowiem powiększają nam wieniec chwały.

  • Nasza postawa w obliczu  prześladowań

A zatem, powinniśmy raczej współczuć im i otaczać ich miłością niż nimi gardzić i nienawidzić. Owszem, trzeba się za nich modlić,7 nie dać się zwyciężyć złu, ale zło dobrem

zwyciężać. Trzeba – jak mówi nasz Apostoł – ,,węgle żarzące zgromadzić na ich głowach8, to jest mnożyć czyny prawdziwej miłości, wtedy [ oni ] widząc naszą cierpliwość i łagodność, poprawią swe postępowanie i rozmiłują się w Bogu.



  • Zalety cierpliwości

Bóg w swoim miłosierdziu, pomimo naszej niegodziwości, wybrał nas z tego świata, abyśmy służąc Jemu coraz bardziej doskonalili się nie tylko nadzieją chwały synów Bożych, ale i przeciwnościami, które nas spotykają. Wiemy, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może”9.



  • Przykład Jezusa Chrystusa i św. Pawła

Moi bracia, czy jest coś bardziej wznioślejszego i godniejszego zachwytu, jeśli świat nas prześladuje i pogardza nami za to, że jesteśmy głupcami dla Chrystusa? To sam Chrystus, Jednorodzony Syn Boga Mądrość Boża – pragnął być traktowany jako głupiec, być lekceważony i pogardzany dla naszego dobra. Czyż nasz Apostoł najświetniejszy Doktor Narodów nie wskazał siebie i innych Apostołów, jak już wspomnieliśmy, za wzór drwiny, kiedy powiedział: ,,My głupi dla Chrystusa, […] dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają.”10 Czy uważamy się za mądrzejszych od Apostołów? Czy może przerastamy lub może twierdzimy, że przewyższamy samego Chrystusa? Czy jest wśród was ktoś, kto uważa się za mądrzejszego od innych? A jeśli doprawdy ktoś byłby mądrzejszy, ,,niech się stanie głupcem, aby mógł stać się mądrym”11.

  • Nasze powołanie: uczestnictwo w cierpieniu Chrystusa

Tak ,,przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu!” – mówię do was słowami samego Apostoła. „Niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, to, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić”12.

„Przypatrzcie się, bracia ukochani, powołaniu waszemu!”. Jeśli się nad nim uważnie zastanowimy, łatwo dostrzeżemy, czego ono od was wymaga. Skoro idziemy, chociaż z daleka, śladami Apostołów innych żołnierzy Chrystusa, nie wymawiajmy się od udziału w ich cierpieniach, znosząc te próby, które są znacznie Lżejsze niż te, które znosili oni.

Jak już to miało miejsce przeszłości, kościół katolicki, pomimo [przejścia] najcięższych prześladowań, którym był poddany, nie malał, lecz raczej stawał się coraz liczniejszy. W ten sposób, jego skromna część nie będzie osłabiona przez zniewagi, lecz będzie wzrastać.

Jeśli to przetrwamy, w czasie doznawanych trudności kościół będzie wzrastał na sile.

Krocząc tą drogą, święci męczennicy, chwalebni spowiednicy oraz wszyscy święci Boży po przejściu przez ogień i wodę”13 osiągnęli niebo. [ Podobnie ] i wszystkich, którzy prześladowania” chcą żyć zbożnie Chrystusie Jezusie spotkają prześladowania.”14



  • Wzorzec przedstawiony przez liturgię dnia: św. Franciszek z Asyżu

Przyjrzyjmy się innemu świętemu, świętemu Franciszkowi, którego uroczystość dziś

obchodzimy  „tak,  abyśmy  nie  nienawidzili  naśladować  tego,  z  czego  czerpiemy

 

radość świętując”15.  W nim, niczym w zwierciadle, odbija się najpiękniejszy przykład chrześcijańskiej cierpliwości, głębokiej pokory, a nade wszystko, najgorętszej miłości. Och, jakże gotów był on akceptować wyrzuty! Jak silny był w pogardzie dla siebie i świata! Jak stanowczy, kiedy był obrażany, jak radosny, kiedy był pogardzany! Jakże był przygotowany, aby doznawać najboleśniejsze obrazy z miłości do Chrystusa! Witał wszelkie obelgi niczym najcenniejszy klejnot zesłany z nieba. Dla niego zniewagi były o wiele cenniejsze niż pochwały. Znoszenie cierpień dla Chrystusa było większym pragnieniem niż bycie szczęśliwym na tym świecie. A teraz wspanialszy zasiada w niebie, choć gdy żył, był widziany przez siebie i innych jako pokorny i nikczemny.

Zatem, ukochani bracia, naśladujcie tego świętego, i niechaj to naśladowanie w naszym życiu i zachowaniu, czczone przez nas z religijnym poświęceniem i zaszczycane pochwałami, nie będzie ciężarem.


  • Konkluzja: Św. Paweł, Ojcze nasz i Przewodnik:

  • Wskazuje nam na Ukrzyżowanego Pana
  • Uczy nas, jak naśladować Chrystusa
  • Zaprasza nas do wierności

 

Kończąc słowami Apostoła, „(…) biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [ jego ] hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga. Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, złamani na duchu”.16 Lecz jednocześnie ,,okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach, więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych

czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność […], p rzez zniesławienie i dobrą sławę. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani”.17

My, przeto, którzyśmy tak wielkiego Apostoła obrali za przewodnika i postanowili go naśladować, starajmy się życiem swoim ukazać jego naukę i postępowanie. Wszak nie wypada, abyśmy mając takiego wodza, należeli do żołnierzy gnuśnych albo do dezerterów, albo też stali się niegodnymi dziećmi tak sławnego ojca.